DLACZEGO 2084?
Sto lat po Orwellu. Ale to nie jest drugie „1984”.
Od 1984 do 2084
Kiedy George Orwell pisał „Rok 1984”, nie próbował zgadnąć, jak będą wyglądały telefony, samochody czy miasta przyszłości. Interesowało go coś znacznie ważniejszego: co człowiek może zrobić człowiekowi, kiedy dostanie do ręki odpowiednie narzędzia.
Sto lat później narzędzia będą inne. I właśnie dlatego wybrałem rok 2084.
Nie interesuje mnie, czy za sześćdziesiąt lat samochody będą latały, a lodówka sama zamówi mleko. To są szczegóły techniczne. Bardziej interesuje mnie, czy będziemy jeszcze pracować, kto będzie decydował o naszym zdrowiu, z czego będziemy żyć, w co będziemy wierzyć i kto właściwie będzie podejmował decyzje — człowiek czy algorytm.
„Rok 2084” nie jest więc kontynuacją Orwella. Nie próbuję też pożyczać jego świata.
Pożyczam tylko jedno pytanie: co się z nami stanie, jeśli pójdziemy dalej drogą, którą już idziemy?
Nie pytam, jak będzie wyglądał świat w 2084 roku. Pytam, co zostanie wtedy z naszego świata.
O czym jest „Rok 2084”?
O czym właściwie jest „Rok 2084”?
Zacząłem od prostego eksperymentu: wziąć rzeczy, które dziś uważamy za normalne, i przesunąć je o kilkadziesiąt lat do przodu.
Co stanie się z pracą, kiedy człowiek przestanie być najtańszym i najbardziej użytecznym pracownikiem? Z czego będziemy żyć, kiedy emerytura stanie się luksusem albo historycznym wspomnieniem? Kto będzie uczył nasze dzieci, leczył nasze choroby i decydował, które leczenie jeszcze się opłaca?
Co z pieniędzmi, kiedy gotówka zniknie? Co z religią, kiedy sztuczna inteligencja zacznie odpowiadać również na pytania, na które dotąd odpowiadali bogowie? I co będziemy robić z wolnym czasem, jeśli technologia rzeczywiście spełni swoją odwieczną obietnicę i uwolni nas od pracy?
A na końcu wracam do miejsca, od którego dla mnie wszystko się zaczęło — do Bytomia.
Bo można wymyślać najbardziej futurystyczne miasta świata, ale przyszłość zawsze musi wydarzyć się gdzieś naprawdę. Na konkretnej ulicy, w konkretnym domu, przy konkretnym stole.
„Rok 2084” nie opowiada więc o roku 2084. Opowiada o nas. Tylko trochę później.